Skaczące bomby – zanim wymyślono pociski sterowane

Wyobraźcie sobie tamę, którą chcecie zniszczyć w czasach drugiej wojny światowej. Bombardowanie nie wchodzi w grę, bo jest nieefektywne i do tego baterie przeciwlotnicze strzegące obiektu są zbyt silne. Można zrzucić jednak torpedy przed tamą, które dotrą do niej i eksplodują na odpowiedniej głębokości, by ją zburzyć. Niestety dla Was, wróg jest na tyle inteligentny, by przed tamą rozwiesić pod wodą stalowe sieci przeciwtorpedowe, które uniemożliwiają Waszemu pociskowi dotarcie do celu. Jak zatem zniszczyć tamę ?

Jak zniszczyć tamę przez bombardowanie ?

Przed takim problemem stanęli Brytyjczycy. Stworzyli specjalny dywizjon lotniczy o nazwie Dambusters (617 Dywizjon Bombowy, czyli niszczyciele tam i zamierzali zniszczyć Niemieckie zapory wodne. Ze wspomnianych już powodów, nie wchodziło w grę zrzucanie normalnych bomb, ani torped.

Wtedy to brytyjski naukowiec, wynalazca i inżynier lotnictwa Barnes Wallis opracował nowy rodzaj bomby – bombę skaczącą. I tu ciekawostka. Za to osiągnięcie otrzymał 10 tys funtów, które w całości przeznaczył na dofinansowanie jednego ze szpitali.

Wracając do samych bomb. Skaczące bomby miały być zrzucone przed zaporą wodną, odbić się od lustra wody kilka razy tak, by przelecieć nad sieciami przeciwtorpedowymi, a następnie zatonąć tuż przy samej tamie, po to, by eksplodować poniżej lustra wody i uczynić jak największe szkody.

Specjalne warunki zrzucania bomb


Film ilustrujący artykuł, wraz z diagramami pokazującymi warunki zrzutu bomb

Brzmi to dość prosto, ale należy zwrócić uwagę na to, że skacząca bomba ważyła ok 4 ton. Trudno zrzucić z dużej wysokości coś tak ciężkiego, by się nie rozbiło, labo nie zatonęło od razu. Pan Barnes opracował więc specjalną konstrukcję i sposób zrzucania bomb.

Bombę trzeba było zrzucić z odpowiedniej niskiej, bo wynoszącej raptem 20 metrów wysokości, tak, by nie wbiła się ona w lustro wody. Do tego trzeba było wtedy lecieć z prędkością 370 km/h. To dość trudne i wymagające warunki lotu.

To jednak nie wszystko. Pocisk miał specjalną konstrukcję i obracał się w przeciwnym kierunku do lotu z prędkością 500 obrotów na minutę. Dopiero to wszystko pozwalało uzyskać efekt kaczki rzucanej na wodę.

Bomba po kilkukrotnym odbiciu od lustra wody uderzała w tamę, tonęła, a zawarty w niej zapalnik ciśnieniowy detonował ją na odpowiedniej głębokości.

Zniszczenie zapór w zagłębiu Ruhry

Dywizjon Niszczycieli Tam odbył kilka misji. Największym ich sukcesem było zniszczenie zapory na Renie, jednak był to sukces pyrrusowy, gdyż straty własne były wysokie, a przy okazji zabito też ponad 1000 przymusowych robotników i jeńców wojennych, a wyrwę w tamie o wysokości 77 metrów Niemcy bardzo szybko załatali. Planem Brytyjczyków nie było jednak zniszczenie jednej tylko tamy, a całej ich serii, by przerwać dostawy wody do Zagłębia Ruhry. Niestety ich wywiad się pomylił i źle wyznaczył cele, które choć zniszczone, nie wpłynęły znacząco na osłabienie Niemieckiego przemysłu.

Cóż, jak widać nawet genialny pomysł na nic się zda, jeśli jego użycie obarczone jest ludzkim błędem. Pomysł skaczących bomb był jednak bardzo ciekawy i sprytnie, po inżyniersku rozwiązany. Był to wstęp do następnej epoki bomb i pocisków precyzyjnie sterowanych, co już jednak stanowi inną historię.

Zasubskrybuj nasz kanał:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *